Opowiadam Wam

piątek, 15 stycznia 2016

#13

Wróciłam do domu, nakarmiłam Teo, przebrałam się i ponownie opuściłam schron. Przebiegłam 13 km.
Trening minął w mgnieniu oka. Zawsze się tak działo, gdy miałam o czym myśleć, a wtedy miałam, bez wątpienia. Wbiegając po schodach na zamieszkałą przeze mnie kondygnację spotkałam Moniaka.
- O Centy, witaj. - powiedziałam radośnie, naprawdę radośnie. Sport to nie tylko zdrowie.
- A któż to, któż to? - odrzekł Piniądz pytaniem z nutą złośliwości w głosie. - Kusicielka rabunku swej własnej posesji.
- Daj już spokój sąsiedzie.
- Widzę, że humor dopisuje. - stwierdził spostrzegawczy Bilon.
- A dopisuje, dopisuje. Ale Tobie chyba wręcz przeciwnie, mucha na nosie jaja złożyła czy co?
Spojrzał na mnie zbulwersowany.
-Tak wiem. - dodałam ociągając się nieco. - 'Mucha domowa składa jaja do kału, najchętniej świńskiego' - powiedziałam starając się naśladować głos Pieniążka.
- Nie chce mi się gadać. - uciął moją grę aktorską.
Szczerze się zaniepokoiłam.
- Moniu, co jest?
- Magdaleno, ja naprawdę nie mam sił i chęci na pogawędki, tak więc rozejdźmy się do swoich mieszkań w milczeniu.
- W milczeniu? Centu!?
- Miłego popołudnia. - powiedział sąsiad i skierował się do drzwi lokalu numer 16.
- Ale Wincenty, poczekaj. - próbowałam go zatrzymać. - Wygadasz się, będzie lżej. - poradziłam. - Chodź na kawę. - dodałam nakłaniając.
- Morda w kocią ci się przeobraża, a ja nie zamierzam zaspokoić twojej ciekawości, więc uważaj, koniec ludzkiej facjaty jest bliski.
- Centy! Przecież ja nie jestem wścibska. - powiedziałam przybierając najbardziej dobroduszny wyraz twarzy, na jaki mnie było stać. - No dajże spokój, nie chodzi tu o moją ciekawość! - dorzuciłam dość stanowczo. - Martwię się o ciebie, naprawdę, nie wyglądasz dobrze.
Staliśmy przez chwile w milczeniu. Ja na korytarzu, Bilon już w swoim mieszkaniu. Patrzył na mnie trochę przepraszająco, a trochę złowrogo.
- Tak, wścibska to ty nie jesteś, rzeczywiście. - powiedział z lekkim uśmiechem. - Za to osiągasz mistrzostwo hipokryzji. - dodał szorstko
- Słucham?
- Mówisz do mnie, że mam się wygadać, a jednocześnie ukrywasz jakieś niewątpliwie przełomowe wydarzenia ze swojego życia. Nie wiem czy chodzi o prace, rodzinę, zdrowie, Jagnę czy może twoje serce, ale dzieje się coś ważnego, coś z czym niestety sobie nie radzisz, - urwał na chwilę penetrując moje oczy swoimi - a jednak milczysz. Ode mnie natomiast wymagasz emocjonalnej rozwiązłości proponując swoje niezawodne powiernictwo. - dopowiedział jednym tchem podnosząc głos. - Hipokrytka!
Trzasnął drzwiami.
Szok. Stałam tam, niemalże ocierając rzęsami o wrota mieszkania Moniaka. Prawie zmiażdżył mi twarz! 
Chciałam zapukać, ale w zasadzie co miałabym mu powiedzieć? Gdyby oczywiście zechciał otworzyć. Przytaknęłabym? Czy skłamała? Wygadałabym się czy zaprzeczyła wszystkiemu i nakłaniała Centa do jego własnych zwierzeń? Pewnie to ostatnie. Hipokrytka!
Odwróciłam się zatem na pięcie i przekroczyłam próg za drzwiami z napisem sqrt(225).
Stan Bilona naprawdę mnie zaniepokoił. No i to, co powiedział. Skąd on wie, że coś się wydarzyło? A no zaiste, wydarzyło! Coś niby nieznaczącego, a tak mnie pochłaniającego. Coś, co początkowo wydawało się być epizodem, ale jednak nie było. 
Poszłam do łazienki. Wyciągnęłam z prawej kieszeni dżinsów rulon. Skierowałam się do kuchni. Położyłam papierowe zawiniątko na blacie i włączyłam ekspres do kawy. Szybki prysznic, czarny afrodyzjak i zaczynam działać w tej sprawie. W drodze do garderoby zerknęłam na Teo, śpi. 
- Po obiadku, niech się wiąże, Maluchu. - wyszeptałam.
Wygrzebałam czysty dres, umyłam spocone ciało i zasiadłam przy kuchennym barku z mokrą głową, filiżanką gorzkiej czerni i rulonem. Rozwinęłam go. Po raz n-ty prześledziłam skrywane zapiski.
'25-28.05 br.
Italy, warsztaty DOMS
Będę tam
FT'
Zadrżałam.
Przyszedł czas na moją decyzję.
Chcę w to grać czy nie? Pewnie to niewłaściwe, ale chcę.
Może podchodzę do tego wszystkiego zbyt poważnie? Może nie powinnam analizować. Przecież to dzieje się samo, bez jakiejkolwiek mojej ingerencji. Sam za mną poszedł. Zostawił ten rulon. Może tak ma być? Może to jest plan Boga? Może przeznaczenie jednak istnieje? A może nie i to wszystko okaże się tylko zabawą. Z tym, że ta zabawa jest przyjemna dla obu stron. Wiec dlaczego nie skorzystać? No chyba, że tamto spotkanie było przynętą, a teraz czeka mnie rzeź.
Wzdrygnęłam się.
Nie, niemożliwe.
Jadę.
Decyzja zapadła, czas na działanie. Mail do szefa. Jak się później okazało, dziergałam tamte pare zdań ponad godzinę. Zależało mi na maksa, co wzbudziło nawet moje lekkie przerażenie, ale tylko na chwilę. 
Panie Profesorze,
Chętnie zaprezentuję nasz projekt na meetingu w Warszawie.
Chciałabym jednak zapytać czy prosto ze stolicy mogę wyruszyć do Włoch? W dniach 25-28 maja odbywają się tam warsztaty DOMS. Dziś dostaliśmy informację, że jest jeszcze kilka wolnych miejsc. Koszt to 700 zł plus podróż i zakwaterowanie. Mogę pokryć z mojej dotacji, jeśli z GREAT'a jesteśmy pod kreską.
Proszę dać znać.
Pozdrawiam,
Magdalena.
No i już. Bez zbędnego tłumaczenia, proszenia, błagania. Postawiłam go trochę przed faktem, ale podałam gotowe rozwiązania. Nie powinien mieć nic przeciw.
Ok. Niech się dzieje.

- Ciągle śpisz Teo? - wyszeptałam i skierowałam się do terrarium. Idąc, do głowy przyszła mi kolejna myśl - Kiedy F. podrzucił mi ów rulonik? W dodatku do walizki?!
 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz