Opowiadam Wam

sobota, 9 stycznia 2016

#12

Wzięłam długą, relaksującą, przynajmniej w zamyśle, kąpiel. Potem wykonałam machinalnie wszystkie poranne czynności - obowiązki i wyszłam do pracy.
Tamtego dnia szłam pieszo. 
- Hej, a ty bez auta? - krzyknęła Jagna. Spotkałyśmy się przy wejściu do budynku.
- Tak. Jakoś tak. Ochota na spacer. - skłamałam. Prawda była taka, że miałam zbyt zajętą głowę, żeby prowadzić.
Pobrałyśmy klucze i wjechałyśmy na górę. Jagna otworzyła drzwi do naszej części korytarza. 
- Herbaty? - spytałam tuż po wejściu na hol.
- Chętnie.
Poszłam do kuchenkowej, nastawiłam wodę, zrobiłam towarzyszce herbatę, sobie kawę, w międzyczasie włączyłam komputer. Zaniosłam Jagnie napełnioną filiżankę.
- Owocnej pracy - powiedziałam i skierowałam się do swojego gabinetu.
- Czytałaś maila dziś w nocy? - zatrzymała mnie pytaniem.
- Nie. - odrzekłam. Szukałam żółwia. - A co tam? - dodałam udając zaciekawienie.
- Jest spotkanie kierowników projektów.
- Których?
- Z core 2010.
- Zatem nas to nie dotyczy.
- Ależ Magdaleno, to co dotyczy twojego przełożonego zawsze dotyczy również ciebie - skwitowała prześmiewczo Jagna.
- No tak. - zaśmiałam się - Więc?
- Profesor napisał dziś w nocy, że on nie może i deleguje jedną z nas lub obie, jeśli się bardzo uprzemy.
- Jaki wspaniałomyślny.
- Tak, NCBR płaci, więc nie będzie szczędził na ilości reprezentantów. Z tym, że choćbyśmy się nie wiem jak upierały nici ze wspólnej podróży do stolicy.
- Dlaczegóż?
- To jest za trzy tygodnie, w czwartek. Mamy ortopedę z dziećmi. Nie zrezygnuję z tego terminu, czekamy od dwóch miesięcy.
- Nie no jasne, zrozumiałe. Pojadę. Którego to wypada? - spytałam.
- Dwudziestego piątego maja.
Zrobiło mi się gorąco.
- Pasuje ci? - ciągnęła towarzyszka.
- Nie, nie pasuje. - odpowiedziałam zdziwiona własnymi słowami. - To znaczy, chyba nie bardzo. - dodałam i nerwowym ruchem podążyłam do siebie.
Jagna przybiegła za mną.
- Co jest, coś ważnego?
- Warsztaty. - mruknęłam. - Muszę coś sprawdzić. - dodałam uspokajająco.
- Jakie warsztaty? Nic nie mówiłaś. Twoje?
- Ta. Zaraz zerknę na stronę i się upewnię.
- Magda, jeśli ci zależy na workshop'ach to olej tę Warszawkę. Niech szef się martwi. To on jest zobligowany do uczestnictwa, nie my, więc niech kombinuje.
- Tak, tak, najwyżej tak zrobię.
- Dobra. Jestem u siebie. - rzuciła Jagna wychodząc.
Wyjęłam z kieszeni karteczkę, 'odrolowałam', 24-28.05.
- Fuck. - zaklęłam pod nosem. - C O  Z A  P E C H! Patrzyłam ślepo na zapiski na skrawku papieru.
Co zrobić? Co wykombinować? Czy ja w ogóle chcę kombinować?
Zrolowałam z powrotem. Wsunęłam do kieszeni.
Odłożyłam to na potem. Zajęłam się pracą. O dziwo, udało mi się porządnie na niej skupić. Chyba zmęczenie rozmyślaniem, częściowym, tylko, przespaniem nocy, załamaniem z powodu utraty Teodora, utraty która na szczęście nie doszła do skutku oraz ogarniająca bezsilność jako rezultat wyjątkowo niesprzyjającego terminarza wprawiły mnie w nastrój złości pomieszanej z potrzebą konstruktywnego działania. Dało mi to niezłego kopa i podkręciło produktywność. Czułam się rewelacyjnie. Progres w pracy zawsze poprawiał znacząco moje samopoczucie. Tak było i tamtym razem. Pracowałam intensywnie kilka godzin. Lunch zjadłam przy biurku, ciągle kodując, pisząc lub wyświetlając krzywe, proste, diagramy czy mapy. Analiza szła błyskawicznie. Miodzio. 
- Magda, jest piętnasta, ja się zbieram. - usłyszałam głos Jagny.
- Ok. - odkrzyknęłam.
Nie rozmawiałyśmy tego dnia prawie w ogóle. Jednak nie było w tym nic nienaturalnego. Takich dni w naszej karierze zawodowej było mnóstwo. Praca to przecież praca. 
Po chwili towarzyszka pojawiła się w drzwiach mojego pokoju.
- Lecę, do jutra.
- No pa. - odpowiedziałam z uśmiechem. W tamtym momencie mój nastrój był naprawdę dobry. 
- Ach.- westchnęła stając ponownie w progu. - Już wiem o jakich warsztatach mówiłaś. Dostałyśmy kiedyś maila informującego o tym spotkaniu. 
- Naprawdę? - spytałam szczerze zdziwiona.
- Tak, ale odrzuciłyśmy tę opcję na wstępie. Ja ze względu na tematykę, ty na kasę. Masz jeszcze dwie konferencje w tym roku i jeden meeting, nie było szans, żeby szefu pozwolił ci jechać jeszcze do Włoch. 
Patrzałam na nią w osłupieniu. Dlaczego sobie tak nagle przypomniała? Skąd wie, że to Włochy? Pomacałam ręką spodnie na wysokości prawej kieszeni. Rulon bezpieczny, nie czytała. Jakim cudem miałaby czytać? Zdolność logicznego myślenia utracona. Zrobiło mi się ciepło.
- Nie pamiętasz? - spytała Jagna po chwili. - Teraz tym bardziej będzie kiepsko, bo wypadł NCBR. - ciągnęła. - Myślałam, że to jakieś inne workshopy, że jesteś już zapisana i władza o tym wie, no ale dziś po tym mailu przypominającym, mniemam, że to świeży pomysł? 
Spojrzałam na nią pytająco 
- Też jesteś w liście adresowej, więc nie możesz być już zapisana. - wyjaśniła swój tok rozumowania. 
- Tak, tak, pomysł świeży. Przeczytałam gdzieś o tym i pomyślałam, że byłoby warto tam pojechać - wydusiłam kolejne kłamstwo. Jaki mail przypominający? Jestem w liście adresowej? Cały dzień nie sprawdzałam poczty. 
- Będzie cisnął, żebyś jechała do tej Warszawy. Jego potrzeby najpilniejsze. - kontynuowała Jagna o profesorze. - Ale możesz spróbować porozmawiać.
- Zastanowię się jeszcze. - ucięłam konwersację.
- No jasne, pomyśl. Miłego popołudnia. - powiedziała towarzyszka rzucając mi lekko badawcze krótkie spojrzenie i wychodząc.
- Dziękuję. Wzajemnie. - krzyknęłam.
Już raczej nie będzie miłe. Rozkmino króluj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz