Opowiadam Wam

środa, 30 grudnia 2015

#10

Przebudziłam się. 03:00 nad ranem?
- Fuck. - powiedziałam sama do siebie.
Nie lubiłam takich sytuacji. Pół nocy na narożniku, w ubraniu, bez kąpieli, a drugie pół w łóżku, w piżamie, też bez kąpieli - cobym się, rzecz jasna, nie rozbudziła. Jednak tamta konkretna sytuacja była jeszcze gorsza od wszystkich dotychczasowych. Obudziłam się, bo zrobiło mi się ...... mokro.
- Teo! - krzyknęłam gdy trochę oprzytomniałam. Mój żółw zlał się na mnie podczas tej drzemki i na dodatek gdzieś czmychnął. No tak, ponadprogramowe żarcie zrobiło swoje. Moniak go napoił i opasł to musiał gdzieś Maluch popuścić wentyl pokarmowy. Poczułam wyrzuty sumienia, że krzyknęłam na zwierzaczka.
- Teo, milusi, gdzie jesteś? - powiedziałam łagodnie i rozejrzałam się po pokoju. Żółwia ani widu ani słychu. No nic, trza wstać. Unosząc głowę poczułam smród. Łajno? Zerknęłam w rejon swoich piersi, gdzie rozlokowana wygodnie leżała kupa Teodora. Pieprzony Bilon!
- Masz szczęście, sąsiedzie, że nie podałeś mu nic rozluźniającego. - kolejny fragment mojego samotnego monologu.
 Ja natomiast miałam szczęście, że słuchałam tylko siebie podczas wyboru zwierzaka. Sytuacja ta byłaby o wiele bardziej nieprzyjemna, gdybym nabyła kota, jak radziła mi siostra. Aplauz dla mnie po raz n-ty w mym życiu. Odrobina samozadowolenia w środku nocy, jak widać nie zawsze musi wiązać się z seksem. W tamtym momencie, myśl ta bardziej mnie jednak zasmuciła niż podniosła na duchu.
No nic. Ruszyłam się.
Chwyciłam chusteczki z parapetu tuż za narożnikiem i zgarnęłam odchody Malucha.
Obszczana i osrana przez Teodora szukałam go wszędzie, zaciekle, nie pełna złości lecz troski. Gdzie poszłabym gdybym była żółwiem? Nie miałam pojęcia. Obleciałam każdy zakamarek salonu, kuchni, a nawet sypialni, do której pozostawiłam wcześniej uchylone drzwi. Dziękowałam Bogu i samej sobie, że zamknęłam balkon tuż przed wieczorem we dwoje.
Teo stanowił ekstremalnie ważny element mojego życia, razem tworzyliśmy dom, byliśmy parą przyjaciół, ja zawsze dla niego, on zawsze dla mnie. Czytałam kiedyś o żółwiach uciekinierach, które chowały się przed swoimi właścicielami w zakamarkach mieszkań, domów, ogrodów i tam zdychały, głównie z głodu, ubabrane w swych fekaliach.
- Teo! Błagam cię, bądź rozsądny. Zabawa w chowanego do osranej śmierci kompletnie nie ma sensu!
Teo nie reagował - albo mnie nie słyszał, albo nie chciał słyszeć, albo po prostu świetnie się bawił.
Zaczynałam odczuwać lekką panikę.
- Teo, wyłaź!
Nic.
W całym tym załamaniu nerwowym pojawił się w mojej głowie nawet przebłysk myśli, aby zadzwonić po Moniaka, ale chwilę po owym myślowym flash'u zaczęłam, na całe szczęście, rozumować rozsądnie. Sąsiad mój zapewne spał sobie tamtej nocy bardzo słodko i głęboko, jak zawsze. Nie odebrałby telefonu i nie usłyszał ewentualnego pukania do drzwi. Następnego dnia natomiast, już po wyszarpaniu ode mnie informacji na temat powodów prób jego rozbudzenia, nie omieszkałby rozpasać się w moim fotelu i prawić morały o tym, że przecież polecił mi umyć się, iść spać i wstać dopiero do pracy. Palnąłby jeszcze, że tylko ja jestem na tyle zdolna, aby zgubić żółwia śpiąc.
Darowałam sobie zatem pomoc Pieniądza.
W tamtej chwili miałam już łzy w oczach. Ja!
Wezmę prysznic i poszukam raz jeszcze.
Weszłam do kabiny. Przekierowałam strumień na deszczownicę i odkręciłam kurek. Przyjemnie chłodna woda obmywała moje ciało. Nie praktykowałam 'gorących pryszniców'. Ów instrument kąpielowy został bowiem stworzony do szybkich, orzeźwiających spotkań z płynnym żywiołem i tyle, przynajmniej według mnie.
Namydliłam swoje ciało. Spłukałam. Rozpieniłam szampon na głowie. Spłukałam. Omackiem sięgnęłam po odżywkę. Brak.
Walizka.
Zlokalizowałam ją wzrokiem. Leżała przy pralce, częściowo tylko opróżniona.
Wyszłam spod prysznica, szybkim ruchem pokonałam przestrzeń dzielącą mnie od obranego celu pozostawiając przy tym strużkę wody na łazienkowej podłodze. Sięgnęłam ręką do bocznej, otwartej na oścież kieszeni i ... zdziwieniu mojemu nie ma końca chyba po dziś dzień - po zanurkowaniu do wnętrza poczułam pod palcami łysą pomarszczoną głowę Teodora.
Radość ogarnęła moje serce. Stałam nago na środku łaźni całując i tuląc Malucha do mokrego ciała, on sam musiał wtedy nie czuć się chyba zbyt komfortowo. Znowu oddał mocz.
Byłam przeszczęśliwa, mimo, że Teo obszczał mnie, dwukrotnie, a także wnętrze moje ulubionej podróżnej torby. Nie złościłam się na niego ni odrobinę.

To był ostatni raz kiedy nie opróżniłam tobołów zaraz po powrocie z jakiejkolwiek podróży. Ostatni raz w życiu, w którym posiadałam zwierzę. To życie bowiem, jak każde inne, z czasem się skończyło, niestety.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz