Czterdzieści minut później, po prelekcji oraz bardzo elokwentnej dyskusji, Jagna z szerokim uśmiechem dołączyła do naszego stolika i poprosiła kelnera o wino. Poszło jej rewelacyjnie, jak zawsze.
Po prezentacji mojej towarzyszki przedstawiono jeszcze dwie i tym samym formalna część dnia dobiegła końca.
Wszystkie prelekcje były wykładami na zaproszenie, dlatego odbywały się w sali konferencyjnej z okrągłymi stolikami, pomiędzy którymi wprost bezszelestnie krążyli kelnerzy i kelnerki donosząc przekąski i soft drinki. Jagna uwielbiała te pierwsze, ja te drugie. Przegadywałyśmy dość żarliwie zasłyszane prezentacje przegryzając kruche krakersy z pastą z łososia i musem ze świeżych ogórków oraz popijając (w moim przypadku - pijąc, a momentami nawet żłopiąc) wino. Uwielbiałyśmy te wieczory na konferencjach, kiedy można było wyłączyć tryb intensywnego myślenia i swobodnie porozmawiać o wielu, wielu sprawach, nie tylko naukowych. Na takich spotkaniach zwykle dyskutowałyśmy z mnóstwem osób na różne tematy, ale nigdy z nikim nie nawiązałyśmy dłuższej znajomości, no z wyjątkiem Jacka. Jack Smith, badacz dna morskiego u wschodnich wybrzeży Australii, znawca w dziedzinie raf koralowych, wybitny biolog morza. Znał język polski, jego babcia była Polką. Potrafił się nim posługiwać, jednak gdy chciał swobodnie i szybko coś nam przekazać, rozmawialiśmy po angielsku. Na tamtej konferencji nie było Jacka, więc początkowo dyskutowałyśmy samotnie, po chwili jednak ktoś się przysiadł, potem ktoś kolejny i jeszcze kilka osób, ten pierwszy natomiast udał się już do pokoju, po nim następni i taka właśnie rotacja sprawiła, że rozmawiali prawie wszyscy ze wszystkimi. To było najfajniejsze, ale możliwe tylko na tych mniejszych zgrupowaniach, takich jak tamto, niezapomniane hiszpańskie seminarium.
Po prezentacji mojej towarzyszki przedstawiono jeszcze dwie i tym samym formalna część dnia dobiegła końca.
Wszystkie prelekcje były wykładami na zaproszenie, dlatego odbywały się w sali konferencyjnej z okrągłymi stolikami, pomiędzy którymi wprost bezszelestnie krążyli kelnerzy i kelnerki donosząc przekąski i soft drinki. Jagna uwielbiała te pierwsze, ja te drugie. Przegadywałyśmy dość żarliwie zasłyszane prezentacje przegryzając kruche krakersy z pastą z łososia i musem ze świeżych ogórków oraz popijając (w moim przypadku - pijąc, a momentami nawet żłopiąc) wino. Uwielbiałyśmy te wieczory na konferencjach, kiedy można było wyłączyć tryb intensywnego myślenia i swobodnie porozmawiać o wielu, wielu sprawach, nie tylko naukowych. Na takich spotkaniach zwykle dyskutowałyśmy z mnóstwem osób na różne tematy, ale nigdy z nikim nie nawiązałyśmy dłuższej znajomości, no z wyjątkiem Jacka. Jack Smith, badacz dna morskiego u wschodnich wybrzeży Australii, znawca w dziedzinie raf koralowych, wybitny biolog morza. Znał język polski, jego babcia była Polką. Potrafił się nim posługiwać, jednak gdy chciał swobodnie i szybko coś nam przekazać, rozmawialiśmy po angielsku. Na tamtej konferencji nie było Jacka, więc początkowo dyskutowałyśmy samotnie, po chwili jednak ktoś się przysiadł, potem ktoś kolejny i jeszcze kilka osób, ten pierwszy natomiast udał się już do pokoju, po nim następni i taka właśnie rotacja sprawiła, że rozmawiali prawie wszyscy ze wszystkimi. To było najfajniejsze, ale możliwe tylko na tych mniejszych zgrupowaniach, takich jak tamto, niezapomniane hiszpańskie seminarium.
W
pewnym momencie, po jakiś dwóch kieliszkach wina w wydaniu Jagny i
pięciu w moim, gdy zdecydowałyśmy wyjść przewietrzyć
się na taras, zamarłam w bezruchu. Jagna spytała natychmiastowo co się dzieje, ale chyba nie musiała usłyszeć odpowiedzi. Ja osłupiała, wgapiałam się wręcz w jakiś
punkt gdzieś za plecami towarzyszki, ta obróciła się zatem i już wiedziała, o
co chodzi. Tak, ów punkt był bardzo atrakcyjny i dość długi, w zasadzie
nie punkt a przecinek jakiś. Wysoki, co widoczne było mimo, że akurat w
tamtej chwili siedział, czarnowłosy mężczyzna o wyraźnie zarysowanych
kościach policzkowych i szerokich, gęstych brwiach. Oczy, hmm, ciężko
było określić ich odcień z takiej odległości, ale uśmiech, tak, uśmiech
miał uroczy.
-
Chodź Magda – powiedziała Jagna, ale wiedziała, że potrzebuję jeszcze chwile. Odczekała.
Zdziwiła się pewnie, bo do tej pory, takie osłupienie na widok mężczyzny ogarnęło mnie tylko raz, jeden jedyny raz w życiu, gdy 7 lat temu spotkałyśmy pewnego faceta, o którym póki co nie ma sensu wspominać. Nie zasłużył nawet na powyższą wzmiankę.
Minęła chwila i wyszłyśmy na taras.
Zdziwiła się pewnie, bo do tej pory, takie osłupienie na widok mężczyzny ogarnęło mnie tylko raz, jeden jedyny raz w życiu, gdy 7 lat temu spotkałyśmy pewnego faceta, o którym póki co nie ma sensu wspominać. Nie zasłużył nawet na powyższą wzmiankę.
Minęła chwila i wyszłyśmy na taras.
- Magda, wow, co musi mieć w sobie ten przystojniak, że tak cię wmurowało, poza urodą oczywiście.
- Nie wiem. Chyba muszę iść się położyć.
- Co ty gadasz? Tak nagle? Co jest, co to za zmiana nastroju?
Milczałam przez chwilę.
- Znasz go? - ciągnęła Jagna
Milczałam przez chwilę.
- Znasz go? - ciągnęła Jagna
- Nie, daj spokój. Alkohol chyba trochę uderzył mi do głowy, a facet jest nieziemski. Pójdę więc lepiej do siebie.
A
wiec o to chodzi – szepnęła Jagna z lekką dezaprobatą. Spojrzała na mnie badawczo. Uśmiechnęłam się szybko, co chyba nie odniosło zamierzonego celu uspokojenia mojej towarzyszki, ale chociaż sprawiło, że nie zadała już żadnego pytania. Powiedziała tylko:
- Ok, leć, ja jeszcze sobie pojem.
Ruszyłam zatem pewnym krokiem w kierunku holu. Przeszłam przez całą długość tarasu,
weszłam na salę i starając się zgrabnie lawirować pomiędzy stolikami skierowałam się do
wyjścia.
Tamtego wieczoru wyglądałam ponętnie, przynajmniej według samej siebie. Uwielbiałam i nadal uwielbiam czuć się elegancko. Wiedziałam, że mężczyźni mnie kochali. Ja ich też, kiedyś, dawno. Wtedy już, podczas hiszpańskiej konferencji, od jakiegoś czasu nie potrafiłam kochać. Po prostu się bawiłam, tak przynajmniej sądziłam.....
Tamtego wieczoru wyglądałam ponętnie, przynajmniej według samej siebie. Uwielbiałam i nadal uwielbiam czuć się elegancko. Wiedziałam, że mężczyźni mnie kochali. Ja ich też, kiedyś, dawno. Wtedy już, podczas hiszpańskiej konferencji, od jakiegoś czasu nie potrafiłam kochać. Po prostu się bawiłam, tak przynajmniej sądziłam.....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz