Opowiadam Wam

poniedziałek, 28 grudnia 2015

#9

Dotarłam do mojego apartamentowca. Pokonałam schody i skierowałam się do schronu.
Włożyłam klucz, spróbowałam przekręcić - nic. Co jest?
Wyjęłam, włożyłam raz jeszcze.
- Klamkę naciśnij. - usłyszałam głos z oddali. Ale skąd właściwie dobiegał? Ze środka? Z mojego domu?
Posłusznie nacisnęłam. Drzwi drgnęły, pchnęłam, weszłam.
- Wincenty?
Przy kuchennym barze siedział wygodnie rozlokowany mój sąsiad popijając kawkę z mojego ekspresu (on ekspresu nie miał, a innej kawy nie pijał), czytając moją gazetę i głaszcząc mojego żółwia! Miał na sobie - nie wierzyłam - pidżamę. Nie no, on jest przesadzony.
- Co ty tu robisz? - spytałam, może aż nadto uniesionym głosem.
- Pilnuje twojego bunkru, czy jak ty go tam zwiesz. - rzucił przemądrzale.
- Schronu. - odpowiedziałam machinalnie i nieuprzejmie.
- No własnie tego. I Teo. - dodał poklepując Malucha po głowie.
- Jak to pilnujesz? Przecież już wróciłam z Hiszpanii, wczoraj.
Cent patrzył na mnie szczerze zdziwiony.
- Skąd miałeś klucze? - dodałam pytająco.
Zdziwienie na jego twarzy zmieszało się z oburzeniem.
- Nie wytrzymam! Co się z tobą dzieję?  - wykrzyknął Pieniądz. Dość łatwo było wyprowadzić go z równowagi. - Wiem, że wróciłaś droga pani. Byłaś u mnie wczoraj rano, z tobołami. Przekazywałem ci klucze i parę drobiazgów. Po południu pukałem do drzwi, ale nie otwierałaś. Pomyślałem, że jesteś zmęczona i śpisz albo przywlokłaś jakiegoś amanta, więc odpuściłem, choć na myśl o tym drugim trudno było odpuścić.
- Jesteś walnięty. - wtrąciłam. Czy on powiedział do mnie 'droga pani'?
- Potem napisałem ci wiadomość na portalu czy wpadniesz na kawę albo drinka, nie odpowiedziałaś. Dziś rano też byłem, nie otwierałaś. Dzwoniłem, nie odbierałaś.
- Dzwoniłeś? - ja znowu wtrąciłam, a Moniak znowu nie zareagował. Ciągnął dalej.
- Po tych połączeniach bez odzewu zmartwiłem się już porządnie i przyszedłem raz jeszcze. Stukałem, pukałem, waliłem w drzwi, a ty nic. Pomyślałem - zasłabła, albo co. Wyjąłem telefon, wystukałem 112, drugą ręką nacisnąłem klamkę i bez problemu wszedłem do twojego mieszkania. Sama przyznasz, że w obecnej sytuacji schronem to już go nazwać nie można.
- Wszedłeś? Bez klucza?
- Tak! Bez klucza. Ja tu się zamartwiam, że leżysz gdzieś omdlała, albo schorowana jakaś. Trzymałem komórkę z wyciśniętym numerem alarmowym w gotowości przez cały czas. Bałem się nawet, że ten amant, co go mogłaś przywlec, coś ci zrobił. 
- Przestań Wincent! - krzyknęłam stanowczo.
- A Ty po prostu nie zamknęłaś za sobą drzwi. - ciągnął dalej, tak jak uprzednio zupełnie nie zważając na moje przerywniki.
- Nie zamknęłam?!
- No cóż się kłębi w tej twojej głowie? Dziewczyno! Nie zamknęłaś! ZOSTAWIŁAŚ OTWARTE!
- Naprawdę? Ja?
- Nosz kurwa mać. TAAAAK! TY! 
Pieniądz zdenerwował się porządnie. W sumie, nie ma co mu się dziwić. Zachowywałam się jak idiotka. 
Moniak chyba zauważył moją skruchę i lekkie załamanie, bo odpuścił. Co więcej, odłożył Teo do terrarium, podszedł do mnie, ściągnął z mojego ramienia torbę, odwiesił marynarkę i posadził mnie na narożniku. Nie odezwał się słowem. Poszedł do mojej kuchni i nalał mi szklankę mojej wody. Nienawidziłam jak panoszył się po moim mieszkaniu. Wtedy jednak postanowiłam, że tego nie skomentuję.
Podał mi szkło, przechyliłam, wypiłam jednym duszkiem.
Minęła chwila.
- Dziękuję Cent. - powiedziałam do sąsiada. - Przepraszam, za moje zachowanie.
- Nie ma sprawy. Mieszkam blisko, żaden to wysiłek posiedzieć tu trochę. - odrzekł z nieukrywaną satysfakcją Moniak. - Ale na litość boską, kobieto - ciągnął uniesionym ponownie tonem - ogarnij się! Co się z tobą dzieje? Nie było cię 5 dni i taka zmiana! Czy to aby na pewno była kolejna konferencja? Czy jakiś obóz przemian? Niestety, na gorsze.
- Dobra, możesz się już zamknąć. - poczucie sąsiedzkiej wdzięczności powoli opuszczało mój umysł i serce.
- Magdaleno Makosz, nie wiem gdzieś ty była, coś robiła, ale chyba nie było to słuszne. Radzę ci, zjedz coś, weź zimny prysznic i idź spać. Śpij do rana, wstań do pracy. Pójdziesz na te swoje uniwersytety, pomóżdżysz trochę, to pomoże ci wrócić do siebie. 
Spojrzałam na niego pustym, mam nadzieję, wzrokiem. 
- Możesz już wyjść. - powiedziałam. - Możesz już wyjść? - powtórzyłam jeszcze raz pospiesznie zamieniając oschłe twierdzenie na grzeczne pytanie. Widząc jak w Moniaku, mimo mojej udawanej nieco, nagłej uprzejmości, znowu zaczynała buzować złość, dodałam - Jestem ci bardzo wdzięczna za wszystko. Wybacz, ale nie mam dziś siły na dłuższe konwersacje. Muszę odpocząć. Trochę źle się czuję.
- Magda, jak to się źle czujesz?
- Nie, nie źle - dodałam jeszcze szybciej niż poprzednio. Nie chciałam go przestraszyć. Pieniądz dość dokładnie znał moją przeszłość. - Wszystko w porządku. Jestem po prostu wypompowana. Ciężki meeting.
- Tak, jasne, ciężki meeting. Te spotkania nigdy cie nie męczyły. - powiedział Wincenty, a w jego głosie nie słyszałam ironii czy typowego mu 'przemądrzalstwa', raczej troskę.
- Moniu, please, pogadamy innym razem. Zdrowotnie naprawdę wszystko ok. Nie martw się, proszę. - odrzekłam chcąc go uspokoić.
Wincenty przyglądał mi się bacznie. 
- Ok. - powiedział po chwili. - Jakby co, to dzwoń. I odbieraj moje telefony.
- Ach, telefony, tak. Widocznie dzwoniłeś jak byłam w kościele. Wyciszyłam w drodze na mszę i od tamtej pory na niego nie zerkałam.
- W kościele..., ciągle zapominam, że tam chodzisz.
- Nie dziwota. - powiedziałam.
Pieniądz spojrzał na mnie spod byka. Uśmiechnęłam się głupkowato. Idź już stąd!
- Mogę coś jeszcze dla ciebie zrobić? - spytał Bilon. - Przed wyjściem? - dodał.
Uff. Wybywa!
- Podasz mi Teo? - poprosiłam.
Podał.
- Tylko ostrożnie, przed chwilą się najadł. - rzucił Moniak już w progu.
Zagryzłam wargi i nie skomentowałam, że porządził losem mojego żółwia i nakarmił go ponadprogramowo w czasie mojej nieobecności. Jak on mnie czasem wkurwia, wielki Wincenty, wszechwiedzący gaduła, Moniak pieprzony
Sylwetka sąsiada znikła, drzwi trzasnęły.
I jeszcze ten jego tekst 'nie wiem gdzieś ty była, coś robiła, ale chyba nie było to słuszne'. Jak to nie było słuszne? Skąd ty Pieniądzu możesz to wiedzieć? Czy jeśli coś nie jest słuszne to nie może byc dobre? Czy zatem to, co wydarzyło się między mną, a Filipem, to co według mnie się między nami wytworzyło nie jest godne walki? 
Znowu pytania i znowu brak odpowiedzi.
Spojrzałam na Teo, leżał wygodnie na mojej klatce piersiowej, zaciągnęłam koc na nogi, włączyłam cicho muzykę i spędziłam miły wieczór z moim wiernym żółwiem opowiadając mu o ubogich kobietach z kościoła w międzyczasie podśpiewując słuchane wspólnie piosnki. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz