Szłam powoli wzdłuż elegancko przybranych, okrągłych stolików rozsianych po całej sali.
Uśmiechałam się lekko delikatnie kiwając głową gdy mój wzrok napotkał wzrok innej osoby. Zbliżałam się już do drzwi, które prowadziły do wyjścia na hol. Przy jednym z ostatnich stolików w tej części audytorium siedział On. Teraz, z tak bliskiej odległości byłam już pewna, Filip Troch. Nie jeden, nie dwa artykuły tego mężczyzny trzymałam w swoich rękach. Byłam dosłownie trzy kroki od jego stolika kiedy na mnie spojrzał. Pełna opanowania postąpiłam tak, jak uprzednio z innymi parami oczu napotykającymi moja parę, skinęłam głową i uśmiechnęłam się subtelnie.
Filip odwzajemnił uśmiech. Przeniosłam wzrok z Apollo na drzwi, które były już w zasięgu mojej ręki, pchnęłam delikatnie i wyszłam na korytarz. Uff. Przystanęłam na chwilę, wypuściłam powietrze i wzięłam głęboki wdech. Ten facet nie jest Ziemianinem. Założę się o wszystko! Skierowałam się do windy. Na holu panował lekki rozgardiasz. Ludzie przemierzali tłumnie odcinek pomiędzy windami, wejściem do sali konferencyjnej, bezpośrednim wyjściem na taras oraz toaletami. Stanęłam więc pośród tych, którzy czekali na podwózkę na piętro wyżej lub niżej i pogrążyłam się w myślach. Kilka sekund później poczułam intensywną woń męskich perfum. Hmm, mocne, ale jakże przyjemne, naprawdę dobry wybór drogi panie. Czyżby kolejny Nieziemski na tym spotkaniu? Jagna zawsze mi powtarzała, że tego kwiatu jest pół Światu, ale czyżby wszyscy nagle zjechali do Hiszpanii? Nie odwróciłam się by spojrzeć któż jest właścicielem owej nuty zapachowej. Czekałam cierpliwie. Winda dotarła, drzwi rozsunęły się, weszłam do środka, uniosłam wzrok zerkając na lustro w jej drugim końcu i już wiedziałam do kogo należała ponętna woń. Oczywiście, jak mogłam być tak naiwna, by sądzić że cudownych Obcych znalazło się wielu w jednym miejscu i to akurat w miejscu, w którym byłam i ja. Filip Troch we własnej osobie stał o krok za mną w długiej acz wąskiej windzie dojeżdżającej już na czwarte piętro. Czwarte! To moje, wysiadam, muszę wysiąść. Drzwi rozsunęły się dwie osoby wyszły na korytarz, a ja za nimi, a za mną? Filip! Mieszka na moim piętrze! Cóż za zbieg okoliczności - pomyślałam i uśmiechnęłam się do siebie. Szłam korytarzem przed nim. Super, że włożyłam te srebrne szpilki. Numer 410, 412, 414, zwolniłam, 416 i 418 to mój pokój. Przyłożyłam kartę, piknęło, zdecydowanym, silnym pchnięciem otworzyłam drzwi. Poczułam delikatny lecz stanowczy uścisk dłoni i lekkie szarpnięcie. Zerknęłam przez ramię.
- Mogę? - usłyszałam niski głos Filipa
Wieczność tkwiliśmy tak w progu pokoju numer 418. Wieczność, w ciszy! Odmów mu i zamknij za sobą drzwi. Tak powinno być. Tak jest rozsądnie!
Nie powiedziałam nic. Kiwnęłam głową. Twierdząco. Ba! Zachęcająco!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz