Opowiadam Wam

piątek, 25 grudnia 2015

#7

Weszłam do budynku. Drugie piętro, skierowałam się do drzwi mojego mieszkania i położyłam manatki tuż przed nimi. Obróciłam się na pięcie i zapukałam do wrót lokalu umiejscowionego naprzeciw mojego.


Usłyszałam rumor i czyjeś pospieszne stąpanie. Kilka sekund ciszy (pewnie zerknął przez Judasza), przekręcanie patentu i jest i on - Wincenty, mój sąsiad.
- Teo syty. Stęsknił się za tobą. Tu są klucze, ulotki z klamki i poczta. - powiedział Pieniążek i wcisnął mi w dłoń siatkę z uprzednio wylistowanymi drobiazgami. - Ja idę spać dalej. I ty też się lepiej połóż. - dodał zerkając na mnie badawczo.
- Dziękuję sąsiedzie za opiekę nad moim lokum i małym lokatorem.
- Proszę. Dobranoc. - zakończył tę, jakże długą, rozmowę Moniak.
W sumie dobrze, że jest zaspany. Straszny z niego gaduła, a ja nie mam ochoty na konwersacje.
Otworzyłam drzwi swojego apartamentu, mojego schronu. Położyłam wszystkie torby w przedpokoju, ściągnęłam marynarkę i poszłam przywitać się z Teo.
- Witaj Teodorze. Słyszałam, że się za mną stęskniłeś. - powiedziałam czule. Mój Maluch nie zareagował, spał smacznym, głębokim snem. Uśmiechnęłam się do niego, a raczej sama do siebie, naszykowałam mu jedzenie na czas po przebudzeniu i poszłam do łazienki. Kąpiel czy prysznic? Prysznic. Szybki prysznic. Potem machinalnie zaczęłam wykonywać wszystkie te czynności, które wykonuję zaraz po powrocie z konferencji. Co ciekawe i warte podkreślenia, nigdy od razu się nie rozpakowuje. Wyjmuję z toreb tylko te najpotrzebniejsze rzeczy. Resztę wygrzebuję stopniowo w przeciągu dwóch do trzech dni po powrocie.
Nie poszłam na rower, nie byłam pobiegać, nie chciało mi się. Zadzwoniła mama. Chyba za długo się nie odzywałam i postanowiła zatelefonować pierwsza. Rozmawiało się nam rewelacyjnie. Stęskniłam się za nimi. Może odwiedzę ich za jakiś tydzień lub dwa? Zamówiłam obiad, wczesny obiad, musiałam czekać do 12:00 aż restauracje otworzą lunch/dinner menu. Wcześniej w moich ulubionych jadłodajniach dostępne są tylko śniadania. Przywieźli, polędwiczki wieprzowe w sosie kurkowym z zielonym pieprzem do tego zasmażany ryż z chilli i surówka ze świeżych warzyw. Było pyszne, jak zwykle. Jedząc oglądałam seriale. Co za lenistwo! Następny dzień zapowiadał się równie błogo - wróciłam z podróży w sobotę, zatem niedzielo nadchodź! Postanowiłam nie robić nic, nie czytać nic naukowego, nie zaglądać do skryptów, notatek, analiz, nic. Free of work! Tylko dlaczego, tak naprawdę, ta decyzja wcale mnie nie cieszyła? Nie miałam ochoty, a raczej siły pracować. Nie mogłam skupić myśli na danej kwestii dłużej niż dwie, trzy minuty. Tak, moje rozkojarzenie sięgało zenitu. Nie byłam w stanie zrobić nic konstruktywnego. Trzeba było spojrzeć prawdzie w oczy i pozwolić faktom wziąć górę - jedyną kwestią myślową, której mogłam poświęcić czas tamtego dnia był Filip. Mężczyzna, którego spotkałam pierwszy raz w życiu kilka dni wcześniej. Mężczyzna nieziemski, z którym po jednej wymianie spojrzeń poszłam do łóżka. Wystarczyło, że chwycił mnie mocniej za dłoń i spytał 'Mogę?', a ja bezmyślnie, otumaniona jakimś wilczym apetytem zaprosiłam go do swego łoża. Ladacznica. Może Jagna ma racje, - pomyślałam -  powinnam się leczyć, tylko tym razem nie u lekarza od ciała, lecz duszy, a raczej umysłu. Z moją głową było ewidentnie coś nie tak. Jak mogłam postąpić tak naiwnie, tak nierozsądnie? No właśnie, jak mogłam? Ano mogłam, dałam radę, co więcej, poszło mi świetnie i nie sprawiło mi to najmniejszej trudności, wręcz przeciwnie - ogromną przyjemność, rozkosz, której nie zaznałam w takim stopniu jeszcze nigdy w swoim życiu. Z ręką na sercu - nigdy! Powinnam być zatem szczęśliwa, że było mi dane przeżyć to, co przeżyłam, doświadczyć ekstremum doznań. Dlaczego więc, do cholery, jestem taka przygnębiona? Dlaczego nie potrafię rozkoszować się tym lenistwem, które uskuteczniam zawsze po powrocie i które do tej pory było rewelacyjną odskocznią od wszystkiego? Dlaczego nie mam ochoty iść pobiegać, pojeździć rowerem czy zwyczajnie wyjść na spacer? Dlaczego nie zadzwoniłam pierwsza do mamy? Dlaczego ani razu nie wzięłam dziś Teo na ręce? Dlaczego zachowuję się jak nie ja?!

Może dlatego, że boję się, iż nie będzie mi dane zaznać tej rozkoszy już nigdy więcej.....?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz